Spóźnili się z tym bitem jakieś 5 lat gdybam gdyby to wszystko było na niby Brak mi Ciebie tutaj, niczego i nikogo innego, tylko Ciebie tu brak Bracie [*] Kocham Cię i-gdyby był Gdyby był - Kuba Wolski "(To nie tak miało być ) Nigdy nic nie brała Miała tytuł uczennicy roku Projekty i konkursy wokół masa bliskich osób Ojciec prawnik Matka lekarz ico do niej wielkie plany Neurochirurg na W-U-M do" "A gdyby tak sobie przypomnieć raz na jakiś czas, Że każdy z nas jak gdyby nic w salony życia boso wlazł A gdyby tak wciąż w pamięci ten zgrzyt drobny mieć Że przepraszam, nikt nie raczył rzec A gdyby" Gdybym dzwoneczkiem by - Tekściory.pl – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk. Co poradzi młody chłopak, który niby wszystko ma na tacy. Rodzice uważają, że ma wszystko - a przez to Ich wszystko traci wszystko łącznie z marzeniami. Ona woli hajs niż spędzać czas z dzieciakami. Ojciec żył, niby był, trochę pił. Wybierał imprezy i późne wypady wieczorami. Tato a nie lepiej było zostać z nami? Gdyby kiedus - Tekściory.pl – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk. Raz Gdybam. Gdyby to nie było na niby x2 Gdyby, gdyby Co by było, gdyby jeszcze klamka nie zapadła. [Refren] Co by było gdyby, można tylko zakładać. Co by było gdyby, niby kłamstwa, a to prawda. Nie ma co rozkminiać, podpowiada logika. Nie Kali gibss gdybym nie zdążył - Tekściory.pl – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk. łona webber gdyby - Tekściory.pl – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk. Raz Gdybam. Gdyby to nie było na niby x2 Gdyby Gdyby to nie było na niby x2 Gdyby, gdyby to nie było na niby Gdyby świat cały Obrósł" Gdyby - Toronto "Lato idzie wiosny kres Ogłoszono w ptasiej prasie A komary zaczną wnet Gryźć dotkliwie W termometrach zawrze rtęć Czarną rzeką spłynie asfalt Plaże znów zaludnią się Turystami Ref. Gdybyś wiedział jak" UTVE0. Myślałem, gdy wracałem z Karabachu Agdam. Dawno. Tak. Pojawiały się w opcje, aby pracować w piłce, ale w innej roli. Nie chciałem wtedy zawiesić butów na kołku, było mi szkoda. Rozmawiałem z zawodnikami, którzy zakończyli już karierę i każdy mówił, aby grać jak najdłużej. Decyzję można podjąć z dnia na dzień, ale z czasem można jej żałować. Postanowiłem, że w sporcie będę tak długo, jak pozwoli mi zdrowie. A co najważniejsze, tak długo, jak piłka będzie mnie cieszyła. Futbol, cała otoczka, szatnia, to wszystko sprawia mi radość. Teraz o zakończeniu kariery nie myślę w ogóle. Dbam o swoje zdrowie, ale i formę, bo jeżeli by jej nie było, a ja miałbym grać w III lidze, to wolałbym odejść. Jak przyjdzie taki moment, to na pewno to poczuję. Czyli ten najbliższy rok nie jest Pana ostatnim? W piłce ciężko jest cokolwiek planować. To bardzo dynamiczny sport. Z tygodnia na tydzień wiele się zmienia. Możesz być na szczycie, a już po chwili z niego spaść. Związałem się z Wisłą na kolejny rok, kiedy umowa będzie się kończyła, usiądziemy do rozmów z prezesem i pomyślimy, co dalej. Nauczyłem się, że nie można wybiegać w przyszłość. To, co sobie zaplanuję dzisiaj, może nie mieć pokrycia za kilka miesięcy. Ma Pan w głowie swój idealny koniec kariery? Artur Boruc chciał wrócić do Legii, niestety nie wszystko potoczyło się po jego myśli. Chciałby Pan na koniec kariery wrócić na Łazienkowską? Czasami o tym myślę. Tym bardziej, jak Artur żegna się z piłką. Powiem szczerze, że nie wiem, czy chciałbym zakończyć karierę akurat na stadionie Legii. Kiedy odchodziłem z Warszawy po 13 latach, to pięknie pożegnał mnie trener Jacek Magiera, szatnia, a klub średnio. Pojawiają się różne myśli, ale nie jest to nic sprecyzowanego. Pytanie, jak długo będę jeszcze grał dla Wisły. Nie wykluczam, że w Płocku będę chciał się pożegnać z boiskiem. Tam te wspomnienia są najświeższe. Z Legią mam bardzo dużo wspomnień, a z niektórymi kibicami kontakt do dziś. Więc na pytanie, jak chciałbym zakończyć karierę, odpowiem, że... nie wiem. Zobacz: Legia szuka zastępcy Mateusza Wieteski. Na celowniku reprezentant Finlandii Powiedział Pan, że Legia pożegnała Pana średnio. Ma Pan żal? Żalu nie mam, ale jest mi smutno. Pamiętam, że Arek Malarz czy Michał Kucharczyk nie mieli pożegnalnego meczu, ale mieli specjalny moment podczas spotkania, aby podziękować kibicom. Jakub Rzeźniczak w barwach Legii Warszawa (2017) Miał nawet Kasper Hamalainen. Tak. Ja takiej okazji nie miałem, a sądzę, że gdyby klub chciał, to by coś takiego zorganizował. Pojawiałem się kilka razy na Łazienkowskiej, kiedy byłem piłkarzem Karabachu Agdam. Żadna propozycja nie padła. Nawet kiedy Wisła gra z Legią, to kibice Wojskowych wykrzykują nazwisko Dominika Furmana czy Rafała Wolskiego, ale mojego nie. Zauważyła to moja obecna narzeczona. Zapytała, dlaczego skandują nazwiska wszystkich piłkarzy, którzy grali z "eLką" na piersi, ale nie twojego. Zaskoczył mnie Pan. Gdy odchodziłem z Legii, to w mediach otrzymałem wiele ciepłych słów. Nawiązuję jednak to tego, co jest teraz. Podczas meczu nie słucham trybun, ale kiedy powiedziała mi o tym Paulina (narzeczona Kuby – przyp. red), to zrobiło mi się smutno. Nie jest to żal, ale po ludzku mi przykro, bo zostawiłem serce przy Łazienkowskiej. Pomimo tego wciąż jest Pan kibicem Legii? Tak, chyba że grają z Wisłą Płock. Kiedy mam taką możliwość, zawsze oglądam mecze Legii. Inaczej patrzyło mi się na klub tuż po odejściu. Wtedy znałem wszystkich zawodników, a trenerem był Jacek Magiera, z którym byłem bardzo blisko. Później grono zawodników, których kojarzyłem się zmniejszało. Teraz w Legii znam zaledwie "Wietesa" i "Jędzę" (Mateusza Wieteskę i Artura Jędrzejczyka - przyp. red). Muszę przyznać, że kiedy w ostatnim sezonie Legia złapała wiatr w żagle i mogła nas przegonić, to miałem nadzieję, że nie będą wszystkiego wygrywać. Zależało mi, aby Nafciarze zajęli, jak najwyższą lokatę. Sympatia do Wojskowych będzie zawsze, bo to tam zdobywałem trofea. Zobacz także: Legia wybrała go zamiast Lewandowskiego. Tak się potoczyła jego kariera w Hiszpanii Smutno patrzyło się Panu na Legię w zeszłym sezonie? To było zaskoczenie dla wszystkich. Dysproporcja między Ligą Europy a Ekstraklasą była ogromna. Bardziej byłem zaskoczony i nie dowierzałem, że taka sytuacja ma miejsce. Kibic patrzył na to inaczej, ale ja, czyli osoba związana z piłką bardziej analizowałem. Kiedy Legia była w strefie spadkowej, to zaskoczony był każdy. Gdyby nie kilka zwycięstw na wiosnę, to mogłoby być gorąco. Było to zadziwiające, patrząc na kadrę, jaką dysponuje Legia. Wciąż rywalizacja Wisły z Legią ma dla Pana większe znaczenie? Może przy okazji pierwszego meczu pomiędzy Wisłą i Legią czułem się dziwnie, nawet trudno mi powiedzieć jak. Wygraliśmy wtedy 1:0. Każde następne spotkanie nie wzbudzało we mnie większych emocji niż normalne spotkanie. Te mecze często były też specyficzne. Raz nie grałem przez kartki, potem było spotkanie bez kibiców, a podczas ostatniego meczu na Łazienkowskiej atmosfera była raczej wakacyjna, a Legia wyszła drugim składem. Więc ten mecz nie miał takiego napięcia. Ostatnio wygraliście 1:0 w Płocku. Tak jak mówię, dla mnie to było po prostu kolejne spotkanie. Bo to właśnie po tym meczu rolę trenera przestał pełnić Marek Gołębiewski, a później chuligani zaatakowali piłkarzy w autokarze. Pytasz, czy czuje się winny? Nie strzelił Pan gola, więc nie. Ale bramki nie straciliśmy, a to jest moje zadanie. Wiemy, jak "gorącym" klubem jest Legia. Wiemy, jakie rzeczy się działy w przeszłości i będą się dziać. Przeżywałem takie momenty w Warszawie. Pan przeżył podobną sytuację w autokarze. W autokarze, przed nim czy na trybunach. Dużo było tych historii. Po czasie wspominam je z uśmiechem, ale to były trudne chwile dla piłkarzy Legii. Życzę im, aby takie sytuacje zdarzały się, jak najrzadziej. Foto: Stańczyk Maciej / Jakub Rzeźniczak (P) i Ivica Vrdoljak (L) Pamiętam, że jak kiedyś jeden z piłkarzy potrafił się postawić. Była jedna taka historia. Trenerem był Maciej Skorża. Przegraliśmy z Lechią Gdańsk, a mistrzostwo zdobył Śląsk Wrocław, więc było to dawno temu. W Łomiankach lub przed nimi kibice zatrzymali autokar, po czym do niego weszli. Przyjechała policja, więc oni usiedli między nami i udawali, że są częścią ekipy. Ostatecznie wspólnie wróciliśmy na Łazienkowską. Było to dosyć zabawne, później się z tego śmialiśmy. Za moich czasów do żadnych rękoczynów w lub przed autokarem nie doszło, może oprócz jednej sytuacji, która miała miejsce dawno temu. O tym rozpisywali się już wszyscy. Zazwyczaj jednak były to tylko rozmowy "wychowawcze"… Zobacz: Egzotyczny transfer polskiego napastnika. Zagra w trzeciej lidze To nie jest normalne. Zawsze mnie to zastanawia. Po takich rozmowach "wychowawczych" siadaliśmy w szatni i dyskutowaliśmy, że jeśli teraz zaczniemy wygrywać, to kibice pomyślą, że to zasługa ich rozmowy. To jest kuriozum, bo ich słowa nie mają wpływu na naszą formę. Kibice są źli, ale zapominają, że ty jesteś sportowcem i sam jesteś, że tak brzydko powiem wk... Piłka nożna to ambicje, ale też pieniądze i to niemałe, więc każde zwycięstwo to dla piłkarzy zysk. Niestety na takie sytuacje nie mamy wpływu, to dzieje się na świecie. Nikt lekarstwa nie znalazł. Takie rozmowy nic nie dają, a zadziwiające jest, że kibice myślą inaczej. Czy w tamtej sytuacji z zeszłego sezonu brakowało w Legii kogoś, kto by wstał i powstrzymał chuliganów? Zazwyczaj kibice, którzy przychodzą "porozmawiać" używają innych słów i wyglądają inaczej niż my. Jesteśmy umięśnieni, ale oni bardziej. Kiedy byłem kapitanem, takie rozmowy zdarzały się przez płot. Oni ciebie po prostu op... Co taki kibic mówi? Mówi, że mamy zacząć grać, ale w innych słowach. A jeżeli nasza postawa się nie zmieni, to "zobaczycie, co się stanie". Chcą nastraszyć piłkarzy pod pretekstem mobilizacji. Ivica Vrdoljak kilkakrotnie podejmował rozmowę, kiedy nasz autokar był zatrzymywany. Bronił nas, ale kibice mają swoją rację i nie dopuszczają naszych argumentów. Obejrzałem ostatnio odcinek na kanale Legii "Dzień z Jakubem Rzeźniczakiem" sprzed ośmiu lat. Wspomniał tam Pan, że może kiedyś będzie trenerem. To jak będzie? Pamiętam ten odcinek. Raczej nie chciałbym być trenerem w seniorskiej piłce. Podziwiam szkoleniowców za to, ile czasu muszą poświęcić, żeby drużyna funkcjonowała. Rozmawiałem z wieloma trenerami i widzę, ile czasu spędzają w klubie. Kiedy zaczynałem grać w piłkę, to było inaczej. Nie było takich analiz jak teraz. Pomimo że szkoleniowcy mają swoich analityków, to on musi nad wszystkim trzymać pieczę. Bardziej mógłbym pójść w jakąś szkółkę piłkarską i trenować dzieciaki. Chciałbym, aby sprawiało mi to przyjemność, a nie było bardzo czasochłonne. Foto: Andrzej Grygiel / PAP Jakub Rzeźniczak (L) i Pavol Stano (P) w trakcie meczu Ekstraklasy (2014) Pavol Stano to jest trener, który chce mieć nad wszystkim władzę? W dobrym tego słowa znaczeniu. Jest we wszystko bardzo zaangażowany. Zwraca uwagę na parametry fizyczne. Stano jest z nami zawsze. Nawet kiedy ćwiczymy na siłowni, a inni trenerzy nie zawsze tak robili. Jest również na "skillsach", czyli takich zajęciach, które trener wprowadził, kiedy przyszedł do Wisły. Są to treningi dla zawodników, które skupiają się stricte na ich pozycji. Ja jestem u schyłku kariery, ale dla młodych chłopaków jest to fenomenalna sprawa. Przykładowo Tomek Walczak na treningu z zespołem odda dziesięć, może piętnaście strzałów, a na "skillsach" dwieście. Czytałem kiedyś wywiad z Davidem Beckhamem. Każdy pytał go o jego dośrodkowania. On mówił, że jeżeli zrobisz coś tysiąc razy, to będzie ci to lepiej wychodziło, niż jakbyś daną czynność powtórzył sto razy. A wracając do trenera, ja już jestem stary, więc mogę powiedzieć, że wróżę mu dużą karierę trenerską. Ma świetną wiedzę, podejście i kontakt z szatnią. Zdarzają mu się błędy, ale on dopiero się uczy, bo nie ma dziesięcioletniego stażu trenerskiego, a kilkuletni. "Chciałbym, by kibicowała nam cała Polska", to ciekawe podejście. To jest ciekawy temat, bo wiemy, jak do tej pory była postrzegana Wisła Płock. Raczej niefajnie. Jest w Ekstraklasie, ale jakby jej nie było, to by nikt nie płakał. Już w zeszłym sezonie, kiedy zajęliśmy dobrą lokatę, zaczęło się to zmieniać. Teraz budowany jest nowy stadion. Mam duże chęci, aby ten klub rozwijać, nawet pod względem marketingowym, bo można powiedzieć, że mam rozpoznawalną twarz. W Płocku mieszka 100 tys. mieszkańców, więc trzeba ich zachęcić do przychodzenia na nowy stadion. Ostatnio mieliśmy prezentację zespołu, na której było ponad 1200 fanów, więc to przyzwoity wynik. Rozmawiałem ostatnio z nieco starszym kibicem Wisły, który mówi, że brakuje mu takiej grupy nastolatków na stadionie. Bo muszę przyznać, że jest grupa siedmio, dziesięcioletnich chłopaków, którzy są fenomenalni. A liczba dzieciaków się zwiększa. Jak klub otworzy stadion oraz wykreuje taka kultura przychodzenia na Wisłę, to za kilka lat przyniesie to duże korzyści. Nafciarze nie mają łatwo, bo w województwie mazowieckim jest Legia, z którą rywalizacja jest trudna. Trzeba rosnąć w siłę krok po kroku. Stadion, którego otwarcie ma być na początku 2023 r., jest spory jak na Płock. Z tego, co pamiętam, pomieści 15 tys. osób. Kibice często zarzucają, że mało ludzi przychodzi na mecze. Wolę patrzeć procentowo do liczby mieszkańców. W Płocku mieszka 100 tys. osób, a na stadion przyjdzie siedem tysięcy, więc siedem proc. A pamiętajmy, jak wielka jest Warszawa czy Kraków, a ile kibiców pojawia się na meczach. Więc nie wygląda to źle, a nowy obiekt zachęci kibiców, aby przychodzić na trybuny. Duża w tym rola klubu, ale również piłkarzy. Bardzo ważne są wyniki, ale możemy też działać poza murawą, aby kibice z nami zostali. Foto: Wojciech Figurski / Budowa stadionu im. Kazimierza Górskiego w Płocku (2022) W Wiśle gra też kilka większych nazwisk, więc kadra może przyciągnąć ludzi na trybuny. Bo ten poziom piłkarski jest wyższy względem tego, gdy Pan przychodził do Wisły. — Kiedy przychodziłem, Wisła walczyła o utrzymanie. Dwa sezony wcześniej zajęła piąte miejsce. Ostatni rok również był bardzo dobry. Patrząc piłkarsko, sądzę, że mamy najlepszą kadrę na przestrzeni lat. Wcześniej mieliśmy dwunastu, a może trzynastu lepszych piłkarzy, oczywiście nie chcę nikogo urazić. Teraz kadra jest bardzo wyrównana, bo mamy 22 piłkarzy na podobnym poziomie. Nie zazdroszczę trenerowi, bo wybór kadry meczowej jest trudny. W meczu z Lechią Gdańsk w kadrze nie zmieścili się: Martin Sulek, Damian Zbozień czy Radek Cielemęcki. Fryderyk Gerbowski. Tak, czy Tomasz Walczak. Mamy piłkarzy, którzy w innych klubach łapaliby się przynajmniej na ławkę rezerwowych. U nas jest to problem. Mówi się, że to pozytywny ból głowy dla szkoleniowca. Każdy zawodnik jest ambitny i chciałby przynajmniej być na ławce rezerwowych, jednak na to trzeba zapracować. Zawsze ktoś będzie niezadowolony. Trener Stano zwraca na to uwagę. Dba o każdego zawodnika pod względem psychicznym, co jest bardzo ważne. Jest takie powiedzenie, że to ławka rezerwowych świadczy o poziomie całego zespołu. Jak ocenia Pan nowych zawodników. Steve Kapuadi, ale przede wszystkim Davo w debiucie pokazali się ze świetnej strony. Jeśli Davo będzie prezentował się tak, jak podczas okresu przygotowawczego oraz w meczu z Lechią, to długo w Wisłę nie pogra. Jeżeli nawet w styczniu by odszedł, to każdy będzie zadowolony. Pokazałoby to, że do Wisły można ściągnąć dobrego piłkarza, który może się wypromować. Davo na każdym zrobił ogromne wrażenie. W sparingach przed sezonem strzelił cztery gole i to nie byle jakie. Z Lechią trafił w okienko, a z Chojniczanką zdobył bramkę z połowy boiska. Steve również prezentował się bardzo dobrze. Był sporą niewiadomą dla kibiców, bo miał problemy w swoim byłym klubie. Tam nie do końca chodziło o sprawy sportowe, ale nie wiem dokładnie, bo nie wnikałem. W obronie rywalizacja jest ogromna. Mamy sześciu stoperów, a miejsca są dwa. Czasami trzy, bo ostatnio graliście nieco innym systemem. Staramy się grać w różnych systemach. Nawet jeśli, to wciąż na trzy miejsca jest sześciu piłkarzy. Wybór jest duży. Przed sezonem dołączył do nas Martin Sulek, który dobrze się prezentował. Przede wszystkim jest bardzo dobry przy piłce, a wyprowadzenie ma top. Trener Stano mówił, że każdy dostanie swoją szansę. Teraz nie złapał się do meczowej dwudziestki, ale nie zdziwiłbym się, gdyby na mecz z Wartą wyszedł w pierwszym składzie. Trener zaznacza, że rotacji będzie sporo, a jeżeli będzie miało to korzystny skutek, to tylko mnie to cieszy. Kiedyś rozmawiałem z Fryderykiem Gerbowskim. Mówił, że bardzo Pan mu pomógł. Nazwał Pana mentorem. Uważa się Pan za mentora dla młodych chłopaków i lidera w zespole? W drużynie nie powinien być jeden lider. W Wiśle mamy fajną grupę doświadczonych chłopaków. Wszystkie ważne sprawy omawiamy w tym gronie. Właściwie to w Wiśle doświadczony zawodnik jest na każdej pozycji. Tak, bo jestem ja, Krzysztof Kamiński, Piotr Tomasik, Dominik Furman i Łukasz Sekulski. Troszczymy się o dobro drużyny. Nie lubię słowa lider. Jestem najstarszy, najbardziej doświadczony, a na koncie mam sporo sukcesów, ale lubię być "dobrym duchem". Jestem pozytywnie nastawiony, a każdy młody chłopak wie, że może na mnie liczyć. Lubię podchodzić do nowych zawodników. Jak przyszedł Davo czy Steve to od razu podszedłem zagadać i zaoferować swoją pomoc. Dobrze się w tym czuje, ale samodzielnym liderem nie chciałbym być. Foto: Krzysztof Porębski / Jakub Rzeźniczak (P) w meczu z Cracovią Na której pozycji widzisz Wisłę na koniec sezonu? Patrząc na to, jak szalona jest Ekstraklasa, to mamy szansę być wszystko. Możemy być liderem, a równie dobrze zająć 15. miejsce, czego byśmy nie chcieli. Przed sezonem można dużo mówić, ale sam okres przygotowawczy nie jest miarodajny. Pamiętam, że jak dostałem ofertę z Karabachu, to patrzyłem na ich wyniki w sparingach. Mecz z Broendby :5 "w plecy", a wcześniej same porażki. Niby mieli grać w eliminacjach do Ligi Mistrzów, ale po tym co zobaczyłem, zastanawiałem się, czy faktycznie warto tam się przenieść. Piłka nożna lubi fajne historie. Marzy mi się mistrzostwo z Wisłą Płock, ale konkurencja jest duża. Jeżeli miałbym usytuować Nafciarzy po samej kadrze, to dałbym nam piąte, może szóste miejsce. Jest Lech, Legia, Pogoń, Raków, a później już Piast, który kadrę ma podobną. Patrząc obiektywnie, jeśli gralibyśmy ze Stalą Mielec, to czulibyśmy się mocniejsi, jeżeli z Lechem no to słabsi. Zawsze wychodzi się po zwycięstwo. Dla mnie osobiście ósme miejsce to dla Wisły minimum i nie byłbym zbytnio zły, a szósta lokata i wyżej to będzie sukces. Wspomniał Pan o Karabachu. W Azerbejdżanie pracował Pan z Kurbanem Kurbanowem, który w klubie jest już 14 lat. Jak go Pan wspomina? W Karabachu spędziłem dwa lata i nigdy nie powiem żadnego słowa na pracowników klubu. Czułem się tam, jak w domu. Każdy chciał mi pomóc. Trener Kurbanow jest legendą w Azerbejdżanie. Był znakomitym piłkarzem, choć grał w bardzo słabych czasach dla ich reprezentacji, więc jego kariera trenerska jest jeszcze bogatsza. Karabach zdominował ligę azerską, oprócz dwóch lat, kiedy po mistrzostwo sięgało Neftci Baku, ale osiągają sukcesy na arenie międzynarodowej. Jako osoba Kurbanow nie jest rozrywkowy i nie szuka kontaktu z piłkarzami na siłę. Jeżeli ma jakiś problem lub coś mu nie pasuje, to zawsze wzywa zawodnika do siebie. Nie jest surowy, ale bije od niego respekt. Czujesz, że jesteś jeden stopień niżej. Jest świetnym trenerem, ale najbardziej podobała mi się w nim pewność siebie. Zawsze mówił, że jego nie obchodzi, że gramy z Chelsea, Atletico Madryt czy Romą. Mieliśmy zawsze wychodzić po zwycięstwo i grać swoją piłkę. Z The Blues przegraliśmy 0:6. Kurbanow był wściekły, gdzie ja podchodziłem do tego, że przegraliśmy w Lidze Mistrzów w Londynie. Byłem zły, ale wiedziałem, że każdy inny wynik to byłby sukces. Podobnie jak podczas rywalizacji Legii z Realem Madryt. Tak, ale po jego gestykulacji widać było, że jest zły. Któryś z piłkarzy po meczu zrobił sobie zdjęcie z Davidem Luizem, kiedy on to zobaczył był bardzo wściekły. Mówił, że jak po porażce możemy robić sobie zdjęcia z rywalami. Dla niego nie jest ważne z kim gra, on czuje się lepszy. To jest fajne. Grając w Karabachu, nigdy nie widziałem, aby taktyka była dobierana pod przeciwnika. Nigdy się nie cofnęliśmy, nawet w Lidze Mistrzów. W pamięci zapadł mi mecz z Atletico Madryt. W pierwszej połowie byliśmy lepsi, mieliśmy wyższy procent posiadania piłki i prowadziliśmy 1:0. Później Atletico grało w finale z Realem Madryt, a my graliśmy z nimi jak równy z równym. Kurbanow ma swoją wizję. Foto: Grzegorz Radtke / Jakub Rzeźniczak w barwach Karabachu Agdam Pytam o Kurbanowa, bo w Polsce nie ma możliwości, aby jeden trener pracował w jednym klubie przez tak długi czas. Dlaczego? Wiele czynników o tym decyduje. Przede wszystkim sukcesy, bo Kurbanow z Karabachem osiem razy zdobywał mistrzostwo kraju, a od ośmiu lat grają w europejskich pucharach. Sukcesy są konsekwencją stabilizacji. Zespół zawsze budowany jest z jakąś wizją. Tam nie grają wielkie nazwiska. Abdellah Zoubir to dla mnie najlepszy piłkarz Karabachu. Wcześniej był rezerwowym w Lens. Gdyby taki zawodnik przyszedł do polskiego klubu, to wszyscy by mówili, że co to za gość. Ja nawet nie wiedziałem, aby mieli tam dział skautingu, a 90 proc. zawodników, których sprowadzają, są trafionymi transferami. Nawet Wilde-Donald Guerrier w Polsce nie był niesamowitym piłkarzem, a tam został wybrany najlepszym zawodnikiem w lidze. W Lidze Europy był wyśmienity, ale grał na lewej obronie, w Polsce tak nie było. To był nieoczywisty transfer, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Kilka dni temu Karabach ściągnął zawodnika z Satna Clary. Wiem, że jest taki klub w Portugalii, ale nie jest to żadna ogromna marka. Walczą o Ligę Mistrzów, a ściągają takich zawodników, którzy dla polskich klubów również są dostępni. W Polsce, gdyby taki klub, jak Karabach nie zdobył mistrzostwa, trener od razu zostałby zwolniony. Tam jest inna mentalność, nie ma presji, a na pewno jest większy spokój. Również tamtejsza kultura wpływa na to. Polacy mają gorącą krew. Kilka porażek, więc trzeba zwolnić trenera. A Karabach jest takim Bayernem Monachium w Azerbejdżanie. Ma ogromną przewagę nad resztą stawki. Gdyby w Polsce był taki klub i przegrałby walkę o mistrzostwo, to trener od razu zostałby zwolniony. Kiedy Neftci zostało mistrzem, to wiadomo, że wszyscy w klubie byli załamani, ale świat się nie zawalił. W następnym sezonie zdobyli mistrzostwo, puchar i wyszli z grupy Ligi Konferencji. W Legii pracowałeś z wieloma trenerami. Kogo najlepiej wspominasz? Nikogo nie zdziwi, jak powiem, że Jacka Magierę i Jana Urbana. Miałem z nimi fenomenalne relacje i świetnie ich wspominam. Duże wrażenie zrobił na mnie Henning Berg, jeżeli chodzi o warsztat trenerski oraz fakt, jak prowadził drużynę. On był bardziej menedżerem, nie prowadził wszystkich treningów, bo czasami zajmowali się tym jego asystenci. Norweg miał swój styl, którego nigdy wcześniej i później nie spotkałem. Foto: Marcin Szymczyk / Jakub Rzeźniczak (P) z trenerem Legii, Stanisławem Czerczesowem (L) Nie wymieniłeś Stanisława Czerczesowa. To była barwna postać. Zawodnicy nie mieli z nim najlepszego kontaktu, bo zbudował ścianę między nami. Na pewno był bardzo sprawiedliwy. Pamiętam, że nie grałem, a on mówił, abym czekał, bo swoją szansę dostanę. Rywalizowaliśmy z Termaliką, a Michał Pazdan popełnił błąd i przegraliśmy 0:3. Nie zeszliśmy jeszcze z boiska, a asystent Czerczesowa powiedział do mnie: "Widzisz, czekałeś i w następnym meczu zagrasz". Każdy czuł, że szansę dostanie. Rozmawiał z piłkarzami, ale on bardziej był szefem czy dyktatorem, niż kolegą. Było z nim wiele ciekawych historii. Kiedyś Kaspera Hamalainena bolała łydka. Czerczesow stwierdził, że nie może boleć cię coś, czego nie masz. Kiedy "Hama" dołączył do zespołu, my byliśmy już po bodajże tygodniowym obozie przygotowawczym. Na drugi dzień po pierwszym treningu Kasper miał takie zakwasy, że nie był w stanie chodzić po schodach. Nie było zmiłuj, jego treningi były bardzo trudne. Nie ma co na niego narzekać, bo z nim zdobyliśmy mistrzostwo i puchar. Trener Stano podobnie "dokręca śrubę", co Czerczesow? Jest ciężko, ale u Czerczesowa było dużo biegania i zajęć bez piłki. U trenera Stano taki trening był może raz. Nawet te intensywne zajęcia są z piłką. Raczej do tego dąży futbol, aby nie biegać bez piłki. Sezon 2022/2023 jest Pana osiemnastym w Ekstraklasie. Miał Pan upadki, ale wzlotów było więcej. Było trochę sukcesów, ale to sport drużynowy. Głównie patrzę na osiągnięcia zespołowe. Jestem zadowolony, ale wiem, że mogłem zdobyć więcej trofeów. Były sezonu, że nie rozgrywało się Superpucharu, a teraz jest co sezon. Szkoda, że nie traktujemy Superpucharu poważnie. To powinno być święto futbolu. Znaleźć fajną datę i grać nawet na Stadionie Narodowym. Trzeba chcieć i pomyśleć. To jest trofeum, które po latach przyjemnie się wspomina. Jestem zadowolony z mojej kariery, ale mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Co by powiedział Pan sobie młodemu? Wiedziałbym, co robić w niektórych momentach. Nigdy nie ukrywałem, że daleko zaszedłem, dzięki ciężkiej pracy. Z perspektywy czasu, uważam, że mogłem dać z siebie jeszcze więcej. Jakbym był młodszy, to poświęciłbym piłce jeszcze więcej czasu. Dużo ogląda Pan polskiej piłki? Teraz sporo. Zaczyna się liga, więc każdy jest ciekawy, jak wyglądają inne drużyny. Zawsze lubiłem oglądać polską piłkę, choć inaczej było w Azerbejdżanie. Wtedy spoglądałem tylko na Legię. Chciałem odpocząć od, jak ja to mówię, "polskiego piekiełka". Teraz śledzę na bieżąco, choć wiadomo, że nie jest łatwo ze względu na brak czasu. Czyli nie jest Pan osobą, którą "katuje" polską piłkę od piątku do poniedziałku? Bardzo bym chciał, ale w życiu mam inne rzeczy. W weekendy sami mamy mecze, które czasowo nie pozwalają na obejrzenie innych. Nie zawsze człowiek się wyrobi na konkretne spotkanie. To, co mogę, oglądam, a szczególnie ten początek Ekstraklasy, bo jestem ciekawy nowych zawodników czy beniaminków. Już pierwsza kolejka pokazuję, że nasza liga lubi sobie żartować. Wielu faworytów straciło punkty. Wy też wygraliście z pucharowiczem. Tak, ale wiadomo, jak to wygląda. Zespoły, które grają w pucharach, co roku mają problem na początku ligi. Ekstraklasa wyciągnęła rękę do tych klubów, bo mają możliwość przekładania meczów. Zupełnie mnie to nie dziwi. W Azerbejdżanie zawsze przekładaliśmy mecze ligowe, aby mieć przynajmniej jeden zespół w europejskich pucharach. Dla Polski to też jest istotne, więc innym drużynom nie powinno to przeszkadzać. Dla dobra całej polskiej piłki jest to ważne, aby nasze kluby grały w fazie grupowej. Ostatnio częściej pojawia Pan się w mediach. Miało to pewnie związek z rywalizacją Lecha z Karabachem. Widzi się Pan w roli eksperta po karierze piłkarskiej? Faktycznie zaczęło się od tego, że dziennikarze pytali mnie o Karabach. Identyczna sytuacja miała miejsce dwa lata temu, kiedy Legia trafiła na mój były klub. Jak widać, nikt nie wyciągnął wniosków z moich słów, bo zarówno legioniści, jak i poznaniacy przegrali z nimi. Rola eksperta jest naturalna dla piłkarza, który lubi się wypowiadać. Mówi się o tym co robiłeś całe życie. Możesz powiedzieć więcej o przygotowaniu fizycznym, niuansach taktycznych, mentalności czy poszczególnych zawodnikach, których znasz z boiska. Programy piłkarskie są coraz bardziej szczegółowe, a dziennikarze starają się zagłębiać w różne sprawy. Kiedyś był tylko magazyn "Gol", gdzie pokazywali bramki, a o żadnym studiu nie było mowy. Fajnie, że się rozwijamy, bo sam kibic jest ciekawszy. Czy będę to robił po karierze? Zobaczmy, ale lubię się udzielać. Pan zawsze lubił social media. Tak, byłem nawet prekursorem w Polsce. Fanpage na Facebooku zakładałem w Legii za trenera Macieja Skorży, więc możliwe, że było to dekadę temu. Zawsze lubiłem mieć kontakt z mediami, ale przede wszystkim kibicami. To jest naturalne i fajne dla kibica, a dla piłkarza nie zawsze. Ale jeżeli uprawiasz sport, to musisz zmierzyć się z krytyką, a nie tylko zbierać oklaski. Nie ma Pan urazu do mediów? Kiedy wpisze się pańskie imię i nazwisko w przeglądarce, to wyskakują głównie portale plotkarskie. Nie mam wpływu na to, że takie portale funkcjonują. Najgorsze jest to, że takie rzeczy najbardziej przykuwają uwagę ludzi. Plotki robią im wyświetlenia. Zdarza się, że mam jakiś uraz do tych portali. Jestem jednak taką osobą, że jak ktoś mi zajdzie za skórę, to szybko przechodzę do tego na początku dziennym. Jeżeli ktoś przekazuje prawdziwe informacje, to mogę mieć żal tylko do siebie. Gorzej, jak ktoś manipuluje faktami, wtedy pojawia się złość. Na mnie krytyka może spadać, ale nie powinna ona trafiać w moją rodzinę. Ja już się przyzwyczaiłem, ale kiedy trafia ona w osoby bliskie, to pojawia się złość i smutek. Tym bardziej, że te portale często piszą o twoim życiu prywatnym, a prawdę na jego temat znasz ty sam oraz osoby zaangażowane w tę sytuację. Piłka jest ważna, ale nie najważniejsza. Jak zdrowie pańskiego synka? Wyniki niestety nie wyglądają dobrze. Kontaktowałem się z najlepsza kliniką na świecie St. Jude zajmującą się guzami wątroby u dzieci. Zobaczyli wyniki Oliwiera, po czym powiedzieli, że nie podejmą się leczenia, gdyż mogą zaproponować to samo leczenie co w Europie. Byłeś w Izraelu? Tak byłem…. Niestety kontakt mam utrudniony. Namawiam mamę Oliwiera na powrót do Polski, ale bezskutecznie. Photoblog w budowie ;)Impuls. To przede wszystkim kierowalo mna do zalozenia tego wszystko co na nim pisalam bylo tajemnica, sekretem o ktorym nikt nie wystarczylo zeby jedna osoba mnie znalazla i dodala do znajomych zeby wszyscy poznali moje zycie..Potrafilam to przelknac, bo to w koncu znajomi, choc musialam sie juz powstrzymywac przed zwierzaniem kazdym razie ostatnio photobloga zalozyla osoba ktorej nienawidze ze wszystkich sil na ziemi, i kiedy widzepasztetowy ryj, tej szmaty, to noz mi sie w kieszeni otwiera.. Oficjalnie nic ja nie obchodze ale moje notki czyta po czymplotkuje na moj temat. Bo dziwnym trafem nagle wszyscy wszystko wiedza, co wiecej opisuja to moimi slowami.. Porazka..To chyba tyle jak na otwarcie ;)To są moje wolne myśliWiesz? Dla tych,którzy dziś tu przyszliChcesz? Jeśli nie to nic nie róbto Twoje życie, Twoja kartka papieru.. Wygrywać nie jest prosto, ja na przykład walczę kolejny dzień z chorobą dziesiątkującą mężczyzn – przeziębieniem. Jakiego oręża używam w tej nierównej wojnie, nie zdradzę Wam, nie wiem o której Admin puści tekst i jaka grupa wiekowa go przeczyta. Sęk w tym, że nie ma prostej recepty na sukces, a szczególnie już w świecie NBA. Właśnie dlatego spróbujemy ją stworzyć. Remember the Name Może pamiętacie utwór Remember the Name grupy Fort Minor, który choć opowiada o osiąganiu laurów w branży muzycznej, to został zaadoptowany również przez NBA do promocji playoffs, bodaj w 2006 roku, a także w grze NBA Live. Refren w wolnym tłumaczeniu brzmi tak: Dziesięć procent szczęścia, dwadzieścia procent umiejętności. Piętnaście procent skoncentrowanej siły woli. Pięć procent przyjemności. Piętnaście procent bólu. I sto procent powodów by zapamiętać to imię. Proporcje można mieszać wedle uznania, ale coś w tym przepisie jest: szczęście, umiejętności, koncentracja i ból, czyli codzienność profesjonalnych sportowców albo zwyczajnie: ludzi, którzy pragną coś znaczącego w życiu osiągnąć. To wszystko plus przyjemności, sława, używki, które u takiego Lamara Odoma osiągnęły poziom 99% by ostatecznie doprowadzić go do upadku. Dodajmy: upadku z wysokiego C. Zobaczcie jak wielki był to talent. 208 cm! Kolejny przepis na sukces daje nam na tacy reklama butów ze stajni Air Jordan, a wypowiada go sam Michael. Dobrze wiem, że nad fabułą tego spotu pracował cały sztab ludzi, a His Airness zapewne tylko otrzymał tekst do przeczytania, ale mimo to, gdy poranek jest ciężki, a dzień wydaje się nie do pokonania, puszczam sobie ten właśnie wytwór geniuszu myśli marketingowej. My pain was my motivation Może to moja wina. Może sprawiłem, że myślałeś, że wszystko przychodziło mi łatwo gdy, tak nie było. Może przekonałem Cię, że moje wsady zaczęły się na linii rzutów osobistych, a nie na siłowni. Może myślałeś, że każdy oddany przeze mnie rzut decydował o zwycięstwie, że moją grę oparłem o błysk, a nie o ogień. Może to moja wina, że nie widziałeś, że to porażki dawały mi siłę, a ból był moją motywacją. Myślałeś, że koszykówka to dar od Boga, a nie coś, nad czym pracowałem każdego dnia mojego życia. Może zniszczyłem grę, a może Ty szukasz wymówki. Znów jest to pewien schemat, powtarzany nam zresztą od dzieciństwa – pracuj ciężko, a dostaniesz. Bez pracy nie ma kołaczy, jaka praca taka płaca, na kaca najlepsze praca. Otóż nie, możesz urobić się po łokcie i nic nie osiągnąć, niestety tak to wygląda. Gdyby wszyscy słuchający kolejnych “coachów” uczniowie osiągali sukces, świat stałby się stracony dla przegranych. Dość jednak piosenek i reklam, czas na własną receptę sukcesów w NBA. Co zrobić, co zrobić z tym mistrzostwem? Pacers, Hornets, Thunder, Nets, Grizzlies, Jazz, Phoenix, Pelicans, Clippers, Nuggets, Magic, Wolves i w końcu Raptors. Od ognia, głodu i wojny zachowaj ich Panie. Racz dać im mistrzostwo i wieczne spoczywanie. Oto litania przegranych organizacji, nie jest ich mało, prawda? A przecież każdy menadżer, każdy gracz, właściciel, maskotka i masażysta pracują wspólnie w pocie czoła by osiągnąć sukces tożsamy z finałem NBA. Zostają na sali po godzinach, planują transfery, wymyślają nowe tańce i fikuśne masaże, a mimo to nic. Nic się nie zmienia. Lecz choćby przyszło tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów, to nie udźwigną, taki to ciężar. Zastanówmy się w końcu nad skomponowaniem obiecanej recepty, skoro modły, jak widać, nie pomagają. Star power Uważam, że do NBA nie trafia się przez przypadek. Oczywiście, zdarzają się pomyłki, zawyżenie czyjego potencjału przez skautów, kłopoty psychiczne czy wypalenie zawodowe (Andrew Bynum, Charles Barkley). Każdy więc zawodnik prezentuje dość wysoki zestaw umiejętności czysto koszykarskich. Część z nich wręcz wybitny i to Ci gracze zostają gwiazdami ligi. Dopiero jednak boski pierwiastek, instynkt zabójcy i zdolności przywódcze tworzą Franchise Playera. Znów jednak nie ma tu pewności, że nawet tego kalibru człowiek zapewni Ci mistrzostwo. Kawhi Leonard wprowadził Toronto do finałów. LeBron, choć z pewnością jest książkowym wręcz przykładem Franchise Playera, nie dał Lakers nawet zasmakować playoffs. Małym drugiem: ten lek nie działa bez połączenia z dawkami innych gwiazd, wyrobników, weteranów i młodzieży. Defense/offense Atak przyciąga fanów, obrona wygrywa mistrzostwa mawiali, no cóż… to jak yin i yang, Jaś i Małgosia, Asterix i Obelix. Jedno bez drugiego nie istnieje, a kluczem jest balans i odpowiednie wykorzystanie zdolności graczy. Warriors słyną z ataku, a Wielkiego Wybuchu na Dinozaurach dokonali dziś dzięki obronie. Toronto przed bitwą z wojownikami wygrywało wszystkie batalie obroną właśnie, w ataku bazując jedynie na wielkich dłoniach Leonarda. Małym drukiem: Nie przedawkuj ani jednego ani drugiego. Za duża ilość obrony powoduje powstanie na czole wysypki układającej się w kształt niedźwiedzia Grizzly, z kolei przeszacowanie ataku skutkuje plamami Nuggetsa. Chemia Gdzie kucharek sześć, tam ponoć nie ma co jeść, a w NBA mamy pięciu koszykarzy w wyjściowym składzie i oczekujemy od nich przykładnej współpracy. Większość z nich na którymś etapie swojej kariery była liderami, we własnym mieście, na uczelni, a teraz musi podporządkować swoje ego dla dobra drużyny. Nastolatkowie powinni dogadać się z weteranami, “gangsterzy” z kujonami, a wszystkich ma wysłuchać trener. Relacje te dodatkowo obostrzone są przez gigantyczne pieniądze i obserwowane przez głodnych sensacji dziennikarzy, a za ich pośrednictwem kibiców. Będąc w szatniach NBA, gdzie stałem w tłumku dziennikarzy i nie były to wcale prywatne sytuacje, i tak czułem, która drużyna się lubi, a która ze sobą tylko pracuje. To po prostu widać. Małym drukiem: W celu wytworzenia dodatkowej chemii wybierzcie się na przejażdżkę bananem, łódką lub innym pojazdem wodnym. Dużo się śmiejcie, palcie cygara i wrzucajcie to na Instagram. Zdrowie Możesz dobrać idealny kolektyw, umiejętności graczy się uzupełniają, a po meczach ruszają razem na koktajl proteinowy. Gwiazdor wspiera wchodzących z ławki, a weterani dają przykład młodzieży. Wszyscy spotykają się razem na Święto Dziękczynienia i uczęszczają z żonami do teatrów. Gdybam, gdyby to nie było na niby, gdybam gdyby to nie było na niby… Nawet jeśli spełniłyby się wszystkie sny menadżerów (Celtics) a wkradłyby się kontuzje kluczowych dla rotacji koszykarzy, to mistrzowskie pierścienie powędrują na zdrowe palce przeciwników. Nie chodzi tu nawet o wykluczenie z rozgrywek zawodników uważanych za gwiazdy, ale o stratę tak zwanych “glue guys” czy kilku istotnych “zadaniowców”. Przypomnijmy sobie jak grali Warriors pozbawieni Greena w finałach 2016. W tym roku również rotacja mistrzów nie wygląda zbyt wesoło, a problemem nie są kopnięcia w krocze przeciwników, ale kontuzje właśnie. Małym drukiem: Pij mleko, badaj się profilaktycznie i przede wszystkim – jedz czosnek. Motywacja Potrafili znaleźć ją w sobie gracze z Gdyni, którzy odrobili 18 punktów straty z pierwszego meczu i wygrali przed własną publicznością ze Stelmetem Zielona Góra 105 do 80, zapewniając swojemu miastu trzecie miejsce w lidze. Niełatwo szukać motywacji gdy przegrywasz mecz za meczem, nie jest to też prosta sztuka gdy od lat utrzymujesz się na szczycie. Golden State walczą o mityczny Three-peat, a Raptors… właściwie o wszystko – renomę, kontrakt Kawhi i związaną z nim przyszłość organizacji. Małym drukiem: Puść sobie reklamę “Maybe” Jordana za każdym razem gdy nie chce Ci się wyjść na trening. Umiejętności – u mnie jest dość ich, jak zwykli mawiać panowie z Trzeciego Wymiaru, dodając wersety o jedzeniu i gnieceniu kości. Moi drodzy – to są finały NBA. Cała historia bieżącego sezonu skumulowana na, mam nadzieję, przestrzeni siedmiu znakomitych spotkań. Umiejętności jest tu dość, nadszedł czas oglądania i zarwanych nocy. Małym drukiem: Kawa, przekąski, prezent dla żony, ciemne okulary w pracy, kawa, cola. Niezdrowa dieta doda Ci sił w walce z sennością. [Grzesiek S] Co Nowego? Nowe Teksty Nasze magiczne encanto, Disney [recenzja]Jak ocenił film Pawełek? Okładka miesiąca: lipiec 2022Chmielewski wybiera okładkę miesiąca King's Man: Pierwsza misja, DVD, Fiennes [recenzja]Jak film ocenił Pawełek? Księgi Magii, Gaiman, Bolton [recenzja]Jak ocenił komiks Słoński? Candyman, remake, rasizm, horror [recenzja]Jak film ocenił Pawełek? Zapowiedzi Lipiec Sierpień Wrzesień Reklama Reklama Nowe Plansze Słyszeliście, co zrobił Eddie Gein? Magiczna 7 #02: Przeciwko wszystkim Imperatyw Thanosa Nowe Imprezy Rumia Comic Con 2022 Miejsce: Rumia, Stacji Kultura, Starowiejska 2 Kiedy: 2022-09-10 MFKiG 2022 Miejsce: Łódź, Atlas Arena, Bandurskiego 7 Od: 2022-09-24 Do: 2022-09-25 Forum Alei Komiksu Sandman. Tom 6: Refleksje i przypowieści Deadpool #03: Weasel idzie do Piekła Dr Stone #17 Venom. Tom 2 Kaczogród. Carl Barks. Ogromna maszyna i inne historie z lat 1959–1960